Ibuprom | Dla Niepokonanych

X

Najbardziej kocham Malarstwo

Uczę się w liceum plastycznym, kocham malować. Moje prace zawierają zdobycze postimpresjonizmu. Maluję więcej niż rówieśnicy, mam 6 z malarstwa na koniec roku

Głosów: 7 401 miejsce w rankingu odsłon profilu: 360
2009-08-24

Jeszcze trochę wierszy - najnowsze

<<<<<<<Brak ciebie

czerń to nie kolor

to brak światła

nie odcień radości,

ale jej brak.

czerń, choć znajduje się poza 

malarstwem jest farbą najbardziej

realistyczną z farb.

zło, to nie odcień dobra,

to brak dobra.

kim jestem ja,

zaprzeczenie ciebie?

 Plastyka kontrastu

 Jak akwarelą

malowałam cię jasno

lecz idealnie czysty, biały papier

marzeń schnie długo nim kładę nowe

plamki

co raz ciemniejsze zawsze.

Zmuszona zostałam zmieszać 

czerń z ultramaryną.

Nie pytaj, dlaczego.

Dla plastyki

kontrastu.

 *

Myślisz, że moje ręce

znają tylko czerwień

ale ja znam już wszystkie kolory.

Znam brudną szarość kłamstwa,

białą czystość duszy,

czarny smutek końca

czerwieni

2009-08-24

Jeszcze trochę wierszy - najnowsze

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<Brak ciebie

czerń to nie kolor

to brak światła

nie odcień radości,

ale jej brak.

czerń, choć znajduje się poza 

malarstwem jest farbą najbardziej

realistyczną z farb.

zło, to nie odcień dobra,

to brak dobra.

kim jestem ja,

zaprzeczenie ciebie?

 Plastyka kontrastu

 Jak akwarelą

malowałam cię jasno

lecz idealnie czysty, biały papier

marzeń schnie długo nim kładę nowe

plamki

co raz ciemniejsze zawsze.

Zmuszona zostałam zmieszać 

czerń z ultramaryną.

Nie pytaj, dlaczego.

Dla plastyki

kontrastu.

 *

Myślisz, że moje ręce

znają tylko czerwień

ale ja znam już wszystkie kolory.

Znam brudną szarość kłamstwa,

białą czystość duszy,

czarny smutek końca

czerwieni

*

Kino realnościleczenie głowy i emocjideszcz, śnieg i słońcesmutku.roztańczone serce w rytm tanga,disco, i bez rytmu, w rytm ciszy.owocowy, słomiany kapeluszciała zasłania przede mną ekran kina

realności.

*mieszkanie w chmurach marzeńnie ma różowego koloru lizaków, jest nawettrochę smutne jak kicz deszczowej chmury łez.nie lubię patrzeć w dół, na ziemię,to lęk wysokości.
2009-08-24

Wiersze i prace - dokładka :-)

Przepraszam za jakość zdjęć.

*

Droga prowadzi

od trawy do piasku

ale nie pójdę nią

poszukam ścieżki

Nie, nie szedł tędy morderca

Nie, nie było uśmiechu

Kiedy na nią patrzę

nie widzę przeszkód.

*

 Miłość

ludzie umierają

tysiąc razy dla niej

ja

jeszcze rosnę

*

Pustka

określam jej rozmiar

kolor parapetowy

od śmieci na parapecie

płacz pod bieżącą wodą.

*

Chcę ci dać wiele

miękkiej, żółtej kredy

pojedźmy w stronę skał

znajdźmy głęboką rzekę

Wyrzucę z siebie marzannę

przyjdzie zima, jeszcze raz, cieplejsza

*

 Wylałam perfumy

nie będzie zapachu

krzyku

myślenia

wylałam je na słowa

w moim sercu

*

Znajdę siebie w słowach

może jeszcze znajdę

na jednej z kartek

mogłam napisać wiersz

mogłam napisać całość prawdy

*

Huśtamy się

na obrazkach

plakatach

palcach

koleżankach

z własnymi rękami

nie do kwadratu

swojej twarzy

nie do twarzy

*

Moja nieobecność

wydaje mi się słodka

moja nieobecność

wydaje mi się obca

Gdyby mnie nie było

nie patrzyłbyś przecież

w moją stronę

*

 Nie znałam gorzkich pomarańczy

Kiedy byłam mała

myślałam

że są słodkie

*

Modliłam się do trawy

Trawy ucho słucha

*

Nigdy nie wyrzucę cię z serca

tyle tu pustych krzeseł

*

 Z kochania

jak do echa

krew pachnie bzem

i tylko jeden

może tak śpiewać

*

O zachodzie mały liścik

i na pociechę

bukiet lawendy

*

 Można by raz do roku

unieść się i zatańczyć

z aniołami

nieśmiertelnie...

*

Lalki nie kłamią

Lalki słyszą kłamstwa

Zawsze będziesz moja

Zabiorę cię

na koniec świata

Nie wrzucę cię do szafy

*

Poszłam do ogrodu

Patrzyłam na róże z daleka

Ktoś zostawił ślady stóp

przed narodzinami gwiazdy

*

Smutek otwiera nam oczy

Już nie mam siły płakać

Schodzę w dół po schodkach ciemności

a tam światło

*

Gdybyś ją kochał

byłbyś księciem

gdybyś wiedział

że ona lubi baśnie

*

 Dobro

tak daleko, że nie wystarczy

wszystkich palców

tak niespokojne

że kończą się

kilometry nerwów

Pamiątki, które jej dajesz

i wszystkie listy

są w domu, daleko stąd

*

I znów noc gasi płomień

który tak starannie

wzniecaliśmy

Coś szumi, coś porusza

szare, zwiędłe liście

Po raz kolejny

zamykają się drzwi

*

Myślałam cały wieczór

myślałam i nic nie wiem

Nic zupełnie

Przypomniały mi się słowa

nie byly moje

Myślałam cały wieczór o tobie

nic nie pamiętam

2009-08-24

Tkactwo

W tym poście pokazuję Wam świeżo ukończony kilimek, a także dywanik z tego roku. Żałuję, że nie sfotografowałam w porę swoich dwóch pozostałych tkanin. Znajdują się teraz w Szkole, chyba, że ktoś je zdążył kupić. Gdybym je sobie kupiła, miałabym dla siebie, ale tak się nie stało :-).

 Kilim to ten z afrykańskim wodzem w kształcie latawca, a dywanik to ten żółciutki liść jesienny.

 Chciałabym jeszcze dodać, niejako na swoje usprawiedliwienie, że jestem całkowicie początkującą tkaczką, więc należy mi się troszeczkę przymrużenia oka. Aktualnie jestem w klasie trzeciej, natomiast w klasie pierwszej w ogóle nie zajmowałam się tkactwem. Uczyłam się na zupełnie innym, równoległym kierunku, grafiki, głównie warsztatowej.

Dlaczego grafika? Uwielbiam czerń, nawet ubieram się na czarno, nic dziwnego, że wybrałam przedmiot, w którym operuje się głównie czernią oraz bielą... Nie powiem, żeby źle mi szło, bo bez problemu miałam piątkę na koniec roku. Ale mimo to nie czułam się wcale najlepsza. Denerwowała mnie precyzja w linorytach, skaleczone palce, ale przetrawiałam to. Tylko, że coraz bardziej chciało mi się malować. Pamiętam, jak po drodze ze szkoły na stancję widziałam przed sobą ciepły, szarawy kolor ulicy i bardziej niebieskawy cień. Zdawało mi się, że ktoś przed chwilą namalował tę drogę pędzlem, dużym szerokim pędzlem, tak, że farba szczętnie pokrywała ulicę i jeszcze nie wyschła. Czułam w sobie rozumienie kolorów. Samo myślenie o kolorach wciąż sprawia mi przyjemność.

I przyszły wakacje. Miałam mnóstwo czasu dla siebie, który wykorzystałam na malowanie. Wszystkie moje prace malarskie były conajmniej formatu 50x70 (B2), malowałam na brystolu głównie gwaszami oraz farbami akrylowymi. W efekcie zrobiłam ich niemało, około dwudziestu. Byłam z siebie dumna - moje prace wisiały na ścianach pracowni, korytarzu, wszystkie, co do jednej. Wszyscy pytali, czyje to prace. Zrobiłam najwięcej, myślę, z całej szkoły, przynajmniej objętościowo. Za pracę wakacyjną z rysunku i malarstwa - tę właśnie dostałam pierwszą szóstkę w wymarzonej szkole. Od dawna na to czekałam...

Moja pani profesor stwierdziła, że powinnam się przenieść na tkactwo. Jestem wrażliwa na kolor, prace są świetnie skomponowane i skonstruowane, a brak detalizmu i duża wrażeniowość i ekspresyjność sprawiają, że pełniej mogę rozwinąć swoje umiejętności  właśnie na tkactwie, a  i lekcje malarstwa, będąc na tkactwie wymagałyby ode mnie więcej abstrakcji, nowoczesnego malarstwa, łączenia stylów, technik, wykorzystywaniem faktur....

Wystarczyło mi to uświadomić i już po tygodniu zmieniłam klasę. Nowe koleżanki, nowy przedmiot, często również nowi nauczyciele - nie miało to dla mnie znaczenia. Liczyło się tylko malowanie. Nawet świadomość, że będę musiała wykonać dwie tkaninki, które koleżanki zrobiły w klasie pierwszej, nie zraziła mnie. A i szczerze mówiąc, nowa klasa bardziej przypadła mi do gustu. Lekcje malarstwa dają mi dużo więcej frajdy! Ostatnio czytałam o tzw. stanie uskrzydlenia - przeżywam go często przy malowaniu, jestem szczęśliwa i radosna, czego nikt by się nie spodziewał, patrząc na te czarne ciuchy. 

Szkoła ma dla mnie wielkie znaczenie, dzięki niej się rozwijam społecznie i duchowo. Potrzebuję tego, jak jakiejś terapii niezbędnej do "normalności". Nigdy nie chciałabym zmienić Szkoły na inną. Dlatego też chciałabym uczyć się w Akademii Sztuk Pięknych. Nie ma pośrednich dróg, nie ma dla mnie innych możliwości. Stan uskrzydlenia na architekturze nie miałby szansy bytu. Osiąga się go, gdy się wykorzystuje swój talent do granic. Na pewno na nic innego nie wydałabym pieniędzy wygranych w Konkursie. Nawet pieniądze z własnej osiemnastki poszły na farby. Nic więcej mieć nie muszę, chętnie odmawiam sobie wielu rzeczy, próbując trzymać się przed granicą przesady :-).

2009-08-22

próbka moich wierszy

*

jestem świecka i samoduszolubna

gdybym była aniołem

i nie miała na głowie

ciężaru głupot

ale aureolę 

nie prosiłabym abym mogła

 jeszcze trochę pobyć

samaale błagam

Woda 

Lodowate wysypisko żalu,

z zastygłejbrudnej wody wspomnień.

Truskawkowelody kłamstwa.

Czystość spada na ziemię,

dopiero się brudzi.

Niewinność

 tracę czas na niewinność

mogłam zjeśćsłonia

matkę słonia

żonę słonia

 nie wylewaj mojego kakao

ja piję je z radością

(ty wolisz krew zwierząt)

*

Kiedy umierają marzenia

cierpienie ma smak zepsutych jabłek

przypominają żywe osy

nic nie pomaga

nawet prześcieradło pełne płaczu,

ostatnie wołanie gasi ogień

Kiedy umierają marzenia

umierają także dusze ludzi

chcę uśmiechu, ledwie słyszalnego słowa

Ręką wiatru jest nadzieja,

a nad nami ciągle płynie niebo,

nie chcę zamieszkać głęboko

w niespełnionej ziemi diabła

Boże

*

mój wzrok wykorzystuje

przypadek.

nie jesteś wcale ciekawą

bryłą kości i mięsa.

gdybyś dziś nosiłna ramieniu słowa, 

mogłabym myśleć

inaczej o tobie.

*

 blisko twarzy wracały

świetliki w kształcie złota

mówią że nie zmieni się jedno stare słowo

o które zderzyły się czoła aniołów

pocieszających mnie kiedy

na amen obróciłam się w skałę

*

całą ciemność musisz chronić

jej ciężką bron trzymasz pod łóżkiem

nie jesteś bez winy jak każdy,

dlaczego opowiadasz jej o mnie?

ja nawet tobie nie wspomniałam o tobie

 Prowadziłam kilka blogów z wierszami, ale przestałam, ponieważ nikt tam nie zagląda. Podpisywałam się jako Córka róży, Rosedaughter. A oto linik do mojego bloga z pracami innych: http://sztukainspiracje.blog.onet.pl.

Poezja to nie to, co malowanie. Analogie jakieś znaleźć pewnie można, jednak piszę dużo i mimo to mało z tego nadaje się do uznania za wiersze, poezję. Wymaga wyczucia, którego nie uczy żadna szkoła, nawet plastyczna. Są takie dni, że bardzo ciężko napisać dobry wiersz. Z mojego długopisu leje się wtedy jakieś narzekanie, smutek, wspomnienie. Nie wygląda to jeszcze wtedy na wiersz, ale i czasem się przydaje, do "poprawienia", a raczej przetworzenia, w lepszej chwili. Wiersze wymagają precyzji a ja nie lubię wycinać wycinanek nożykiem introligatorskim. Jeśli często piszę, to znaczy, że mam jakiś problem.

Naplątałam, nie? Cóż, nie od dziś piszę wiersze. Ten napisałam w podstawówce:

*

tak mało

tak mało czuję

wkład się wypisał

nie stać mnie

na następny

a na przykład ten w gimnazjum:

*

Gdzie chowasz serce?

Gdzie chowasz mgłę?

(Nie pytam)

Jestem córką róży,

 pokłujesz sobie palce.

Stąd mój pseudonim :-).

W Plastyku moje wiersze wiszą czasem na ścianie sali od języka polskiego. Większość ludzi nie wie, że Córka róży to ja. Nawet Rodzice nie wiedzą :-). Gdybym pokazywała im swoje wiersze, nie mogłabym pisać z głębi serca. Czasem myślę, że wiersze zastępują mi przyjaciółkę - taką wymarzoną, która wiedziałaby o mnie wszystko, a ja wszystko o niej, taką, której nigdy nie miałam. Za to cenię w ludziach chodź to, co mają z ideału... Już nie jestem tak naiwna, jak kiedyś. Wcześniej umiałam powiedzieć komuś jakąś swoją tajemnicę, komuś kogo uważałam za przyjaciela ale sparzyłam się... Pisanie wierszy i malowanie, to trochę taka terapia... Robię to, by zrozumieć siebie.

2009-08-21

Projekty na tkactwo

Projekty na tkactwo - to w tym przypadku część wakacyjnej pracy domowej. Poważnie.

Spotkałam już wiele zdziwionych min, mówiąc o tym. A chodzi po prostu o to, że projektujemy tkaninę, która ma spełniać określone warunki:

po pierwsze - ma "dać się" wytkać,

po drugie - musi być ładna, estetyczna,

po trzecie - zawierać elementy sumaka, sejpaka, broszu oraz kilimu, ewentualnie można użyć dywaniku,

oraz, po czwarte - ma pasować do tematu "Mój pamiętnik".

Namęczyłam się już w wolnym czasie z projektami, i chociaż mam ich 30 - tyle ile trzeba, to nie wstydzę się tylko niespełna dwudziestu. Postaram się zrobić więcej, i lepsze. Do kilku nowych mam już szkice ołówkiem.

Trzy razy podchodziłam do tych projektów. Mój pierwszy pomysł, to przerobienie starej pracy na  projekt. Drugi - przedstawienie dziwnego skojarzenia, np. świnia na oknie. Trzeci - kombinacja różnych wyrażeń na temat sztuki - np. futuryzmu, pejzażu i uproszczenia.Co do drugiego tematu, powiem, że mi się przyśniło, a do trzeciego... coś wymyślę :-).

Zapraszam do obejrzenia moich najlepszych prac :-) Wykonałam je farbami plakatowymi i pastelami.

 W najbliższym czasie wkleję swoje wiersze - niektórzy ludzie uznają mnie za poetkę :-). Wcześniej o tym nie pisałam, ponieważ nie zajmuję siętym profesjonalnie, ot tak, zwykłe zwierzenia kartkom... :-) Zobaczycie, przeczytacie, ocenicie :-) A teraz lecę skończyć kilimek! Chciałabym podzielić się nim z Wami. Pozdrawiam cieplutko :-).

2009-08-01

Moja "przygoda" z malowaniem

Każdą historię zaczyna się od początku, ale gdzie tkwi początek tej historii? Wydaje mi się, że jestem po prostu stworzona do bycia artystką. Jest to  moje zdanie, rodzicom nie na rękę są moje marzenia o Akademii Sztuk Pięknych... Może to się wydawać komuś dziwne, ale powołanie do sztuki ma związek z moim charakterem. Zawsze, odkąd pamiętam, byłam okropnie wrażliwa. Nie miałam zbyt wielu przyjaciół, trudno nawiązywałam kontakty, marzyła mi się idealna przyjaciółka - taka, która by mnie rozumiała. Nawet kiedy miałam koleżanki, często po prostu wolałam posiedzieć w domu i zająć się sobą  - rysować bądź czytać książki, ba, próbowałam nawet pisać opowiadania (choć nic z tego nie wyszło :-). Prawdopodobnie nie jest to wyizolowany przypadek. Wiele koleżanek mówiło mi, że też kiedyś próbowały coś napisać. Wszystkim dzieciom zdarza się rysować. Właściwie tylko DETERMINACJA wyróżniała mnie spośród rówieśników. Tak było kiedyś, tak jest i teraz. Czuję prawdziwą miłość do malowania, prawdziwą pasję. Poza tym, "SZTUKA JEST DLA TWARDYCH".

W późniejszych latach Szkoły Podstawowej nasza wychowawczyni zgodziła się na wywieszanie swoich rysunków na ścianach naszej klasy. Dla mnie i utalentowanej koleżanki to był raj, wywieszałyśmy, co się dało. Do dziś pamiętam portret Natalii Oreiro, której rysy pieczołowicie odwzrorowałam, mimo, że nie miałam pojęcia o anatomii,  ani o tym,  że są ołówki twarde i miękkie, ani o tym, że najlepiej rysuje się miękkimi, więc nie stosowałam całej skali jasności ołówków, tylko jeden przypadkowy, nawet nieoznaczony, w kolorowe misie... Natalia wyszła podobna do siebie, naprawdę. Wstawię ją na tego bloga, kiedy tylko znajdę ten portret. 

O farbach również nie wiedziałam wiele, więc używałam czarnej farby równie dobrze jak wszystkich innych. Na myśl mi nie przyszło, że czarnej farby w malarstwie się nie używa, ale mimo to nauczyłam się w tym czasie paru rzeczy, całkiem przypadkiem - równoważyć plamę i kierunki. Malowałam półabstrakcyjne prace. Jedną, nieco bardziej przedstawieniową, namalowałam na ścianie kwatery agroturystycznej rodziców. Do dziś tam jest - podłużny, kolorowy obraz, z dziewczyną grającą na keyboardzie (to ja? próbowałam grać na tym instrumencie), za nią świąteczna choinka, świeca, kwiaty, obok bombki podobne do cebuli i po prawej stronie szkatulka o formie niewielkiej skrzynki na skarby.

Patrząc dziś na te prace, widzę, że są dobrze skomponowane i zrównoważone. Co ciekawe, nigdy nie interesowałam się detalami, szczegółami. Tworzyłam abstrakcje z czarnego tuszu i farb prosto z tubki, nie zmieszanych z innymi kolorami.

Równolegle z  moim pierwszym w życiu "malarstwem ściennym" wypatrzyłam kurs korespondencyjny o rysunku. Była ogromnie szczęśliwa, kiedy rodzice mi go zafundowali. Od tej pory co miesiąc dostawałam nowy zeszyt na ten temat i wysyłałam pracę domową do autora kursu - wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu.

W liceum plastycznym powodzi mi się lepiej o ikle przygotował mnie ten wspaniały kurs. A jednak, nie nauczył mnie malować. Na kursach przygotowawczych do szkoły korzystałam ze ściągi jak mieszać kolory z trzech podstawowych. Dużo teorii przetłumaczonej przez siebie z anglojęzycznych stron internetowych na w miarę zrozumiały rozwijało moje pojęcie o kolorze. Na początku drugiej klasy liceum pani profesor od malarstwa przy ocenie moich prac z wakacji stwierdziła, że marnuję się na grafice i powinnam iść na tkactwo (do równoległej klasy). Tkactwo operuje głównie kolorem i fakturą - podobnie jak malarstwo. Zrobiłam to, i nie żałuję, mimo, że musiałam wykonać "zaległe" tkaniny z pierwszej klasy,

Zdałam już do klasy trzeciej.

O mnie

corkarozy

corkarozy
Marzenie:

Chciałabym kontynuować i rozwijać swoją pasję w ASP. Niestety, w moim województwie nie ma takiej szkoły. Nie stać mnie na studiowanie gdzieś dalej. To straszne.

Tagi:

malarstwo asp plastyk

Adres bloga:
http://corkarozy.dlaniepokonanych.pl/ Kopiuj i rozsyłaj znajomym.

Zobacz inne blogi