2009-08-24
Jeszcze trochę wierszy - najnowsze
<<<<<<<Brak ciebie
czerń to nie kolor
to brak światła
nie odcień radości,
ale jej brak.
czerń, choć znajduje się poza
malarstwem jest farbą najbardziej
realistyczną z farb.
zło, to nie odcień dobra,
to brak dobra.
kim jestem ja,
zaprzeczenie ciebie?
Plastyka kontrastu
Jak akwarelą
malowałam cię jasno
lecz idealnie czysty, biały papier
marzeń schnie długo nim kładę nowe
plamki
co raz ciemniejsze zawsze.
Zmuszona zostałam zmieszać
czerń z ultramaryną.
Nie pytaj, dlaczego.
Dla plastyki
kontrastu.
*
Myślisz, że moje ręce
znają tylko czerwień
ale ja znam już wszystkie kolory.
Znam brudną szarość kłamstwa,
białą czystość duszy,
czarny smutek końca
czerwieni
2009-08-24
Jeszcze trochę wierszy - najnowsze
<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<Brak ciebie
czerń to nie kolor
to brak światła
nie odcień radości,
ale jej brak.
czerń, choć znajduje się poza
malarstwem jest farbą najbardziej
realistyczną z farb.
zło, to nie odcień dobra,
to brak dobra.
kim jestem ja,
zaprzeczenie ciebie?
Plastyka kontrastu
Jak akwarelą
malowałam cię jasno
lecz idealnie czysty, biały papier
marzeń schnie długo nim kładę nowe
plamki
co raz ciemniejsze zawsze.
Zmuszona zostałam zmieszać
czerń z ultramaryną.
Nie pytaj, dlaczego.
Dla plastyki
kontrastu.
*
Myślisz, że moje ręce
znają tylko czerwień
ale ja znam już wszystkie kolory.
Znam brudną szarość kłamstwa,
białą czystość duszy,
czarny smutek końca
czerwieni
*
Kino realnościleczenie głowy i emocjideszcz, śnieg i słońcesmutku.roztańczone serce w rytm tanga,disco, i bez rytmu, w rytm ciszy.owocowy, słomiany kapeluszciała zasłania przede mną ekran kina
realności.
*
mieszkanie w chmurach marzeńnie ma różowego koloru lizaków, jest nawettrochę smutne jak kicz deszczowej chmury łez.nie lubię patrzeć w dół, na ziemię,to lęk wysokości.
2009-08-24
Wiersze i prace - dokładka :-)
Przepraszam za jakość zdjęć.
*
Droga prowadzi
od trawy do piasku
ale nie pójdę nią
poszukam ścieżki
Nie, nie szedł tędy morderca
Nie, nie było uśmiechu
Kiedy na nią patrzę
nie widzę przeszkód.
*
Miłość
ludzie umierają
tysiąc razy dla niej
ja
jeszcze rosnę
*
Pustka
określam jej rozmiar
kolor parapetowy
od śmieci na parapecie
płacz pod bieżącą wodą.
*
Chcę ci dać wiele
miękkiej, żółtej kredy
pojedźmy w stronę skał
znajdźmy głęboką rzekę
Wyrzucę z siebie marzannę
przyjdzie zima, jeszcze raz, cieplejsza
*
Wylałam perfumy
nie będzie zapachu
krzyku
myślenia
wylałam je na słowa
w moim sercu
*
Znajdę siebie w słowach
może jeszcze znajdę
na jednej z kartek
mogłam napisać wiersz
mogłam napisać całość prawdy
*
Huśtamy się
na obrazkach
plakatach
palcach
koleżankach
z własnymi rękami
nie do kwadratu
swojej twarzy
nie do twarzy
*
Moja nieobecność
wydaje mi się słodka
moja nieobecność
wydaje mi się obca
Gdyby mnie nie było
nie patrzyłbyś przecież
w moją stronę
*
Nie znałam gorzkich pomarańczy
Kiedy byłam mała
myślałam
że są słodkie
*
Modliłam się do trawy
Trawy ucho słucha
*
Nigdy nie wyrzucę cię z serca
tyle tu pustych krzeseł
*
Z kochania
jak do echa
krew pachnie bzem
i tylko jeden
może tak śpiewać
*
O zachodzie mały liścik
i na pociechę
bukiet lawendy
*
Można by raz do roku
unieść się i zatańczyć
z aniołami
nieśmiertelnie...
*
Lalki nie kłamią
Lalki słyszą kłamstwa
Zawsze będziesz moja
Zabiorę cię
na koniec świata
Nie wrzucę cię do szafy
*
Poszłam do ogrodu
Patrzyłam na róże z daleka
Ktoś zostawił ślady stóp
przed narodzinami gwiazdy
*
Smutek otwiera nam oczy
Już nie mam siły płakać
Schodzę w dół po schodkach ciemności
a tam światło
*
Gdybyś ją kochał
byłbyś księciem
gdybyś wiedział
że ona lubi baśnie
*
Dobro
tak daleko, że nie wystarczy
wszystkich palców
tak niespokojne
że kończą się
kilometry nerwów
Pamiątki, które jej dajesz
i wszystkie listy
są w domu, daleko stąd
*
I znów noc gasi płomień
który tak starannie
wzniecaliśmy
Coś szumi, coś porusza
szare, zwiędłe liście
Po raz kolejny
zamykają się drzwi
*
Myślałam cały wieczór
myślałam i nic nie wiem
Nic zupełnie
Przypomniały mi się słowa
nie byly moje
Myślałam cały wieczór o tobie
nic nie pamiętam
2009-08-24
Tkactwo
W tym poście pokazuję Wam świeżo ukończony kilimek, a także dywanik z tego roku. Żałuję, że nie sfotografowałam w porę swoich dwóch pozostałych tkanin. Znajdują się teraz w Szkole, chyba, że ktoś je zdążył kupić. Gdybym je sobie kupiła, miałabym dla siebie, ale tak się nie stało :-).
Kilim to ten z afrykańskim wodzem w kształcie latawca, a dywanik to ten żółciutki liść jesienny.
Chciałabym jeszcze dodać, niejako na swoje usprawiedliwienie, że jestem całkowicie początkującą tkaczką, więc należy mi się troszeczkę przymrużenia oka. Aktualnie jestem w klasie trzeciej, natomiast w klasie pierwszej w ogóle nie zajmowałam się tkactwem. Uczyłam się na zupełnie innym, równoległym kierunku, grafiki, głównie warsztatowej.
Dlaczego grafika? Uwielbiam czerń, nawet ubieram się na czarno, nic dziwnego, że wybrałam przedmiot, w którym operuje się głównie czernią oraz bielą... Nie powiem, żeby źle mi szło, bo bez problemu miałam piątkę na koniec roku. Ale mimo to nie czułam się wcale najlepsza. Denerwowała mnie precyzja w linorytach, skaleczone palce, ale przetrawiałam to. Tylko, że coraz bardziej chciało mi się malować. Pamiętam, jak po drodze ze szkoły na stancję widziałam przed sobą ciepły, szarawy kolor ulicy i bardziej niebieskawy cień. Zdawało mi się, że ktoś przed chwilą namalował tę drogę pędzlem, dużym szerokim pędzlem, tak, że farba szczętnie pokrywała ulicę i jeszcze nie wyschła. Czułam w sobie rozumienie kolorów. Samo myślenie o kolorach wciąż sprawia mi przyjemność.
I przyszły wakacje. Miałam mnóstwo czasu dla siebie, który wykorzystałam na malowanie. Wszystkie moje prace malarskie były conajmniej formatu 50x70 (B2), malowałam na brystolu głównie gwaszami oraz farbami akrylowymi. W efekcie zrobiłam ich niemało, około dwudziestu. Byłam z siebie dumna - moje prace wisiały na ścianach pracowni, korytarzu, wszystkie, co do jednej. Wszyscy pytali, czyje to prace. Zrobiłam najwięcej, myślę, z całej szkoły, przynajmniej objętościowo. Za pracę wakacyjną z rysunku i malarstwa - tę właśnie dostałam pierwszą szóstkę w wymarzonej szkole. Od dawna na to czekałam...
Moja pani profesor stwierdziła, że powinnam się przenieść na tkactwo. Jestem wrażliwa na kolor, prace są świetnie skomponowane i skonstruowane, a brak detalizmu i duża wrażeniowość i ekspresyjność sprawiają, że pełniej mogę rozwinąć swoje umiejętności właśnie na tkactwie, a i lekcje malarstwa, będąc na tkactwie wymagałyby ode mnie więcej abstrakcji, nowoczesnego malarstwa, łączenia stylów, technik, wykorzystywaniem faktur....
Wystarczyło mi to uświadomić i już po tygodniu zmieniłam klasę. Nowe koleżanki, nowy przedmiot, często również nowi nauczyciele - nie miało to dla mnie znaczenia. Liczyło się tylko malowanie. Nawet świadomość, że będę musiała wykonać dwie tkaninki, które koleżanki zrobiły w klasie pierwszej, nie zraziła mnie. A i szczerze mówiąc, nowa klasa bardziej przypadła mi do gustu. Lekcje malarstwa dają mi dużo więcej frajdy! Ostatnio czytałam o tzw. stanie uskrzydlenia - przeżywam go często przy malowaniu, jestem szczęśliwa i radosna, czego nikt by się nie spodziewał, patrząc na te czarne ciuchy.
Szkoła ma dla mnie wielkie znaczenie, dzięki niej się rozwijam społecznie i duchowo. Potrzebuję tego, jak jakiejś terapii niezbędnej do "normalności". Nigdy nie chciałabym zmienić Szkoły na inną. Dlatego też chciałabym uczyć się w Akademii Sztuk Pięknych. Nie ma pośrednich dróg, nie ma dla mnie innych możliwości. Stan uskrzydlenia na architekturze nie miałby szansy bytu. Osiąga się go, gdy się wykorzystuje swój talent do granic. Na pewno na nic innego nie wydałabym pieniędzy wygranych w Konkursie. Nawet pieniądze z własnej osiemnastki poszły na farby. Nic więcej mieć nie muszę, chętnie odmawiam sobie wielu rzeczy, próbując trzymać się przed granicą przesady :-).
2009-08-22
próbka moich wierszy
*
jestem świecka i samoduszolubna
gdybym była aniołem
i nie miała na głowie
ciężaru głupot
ale aureolę
nie prosiłabym abym mogła
jeszcze trochę pobyć
samaale błagam
Woda
Lodowate wysypisko żalu,
z zastygłejbrudnej wody wspomnień.
Truskawkowelody kłamstwa.
Czystość spada na ziemię,
dopiero się brudzi.
Niewinność
tracę czas na niewinność
mogłam zjeśćsłonia
matkę słonia
żonę słonia
nie wylewaj mojego kakao
ja piję je z radością
(ty wolisz krew zwierząt)
*
Kiedy umierają marzenia
cierpienie ma smak zepsutych jabłek
przypominają żywe osy
nic nie pomaga
nawet prześcieradło pełne płaczu,
ostatnie wołanie gasi ogień
Kiedy umierają marzenia
umierają także dusze ludzi
chcę uśmiechu, ledwie słyszalnego słowa
Ręką wiatru jest nadzieja,
a nad nami ciągle płynie niebo,
nie chcę zamieszkać głęboko
w niespełnionej ziemi diabła
Boże
*
mój wzrok wykorzystuje
przypadek.
nie jesteś wcale ciekawą
bryłą kości i mięsa.
gdybyś dziś nosiłna ramieniu słowa,
mogłabym myśleć
inaczej o tobie.
*
blisko twarzy wracały
świetliki w kształcie złota
mówią że nie zmieni się jedno stare słowo
o które zderzyły się czoła aniołów
pocieszających mnie kiedy
na amen obróciłam się w skałę
*
całą ciemność musisz chronić
jej ciężką bron trzymasz pod łóżkiem
nie jesteś bez winy jak każdy,
dlaczego opowiadasz jej o mnie?
ja nawet tobie nie wspomniałam o tobie
Prowadziłam kilka blogów z wierszami, ale przestałam, ponieważ nikt tam nie zagląda. Podpisywałam się jako Córka róży, Rosedaughter. A oto linik do mojego bloga z pracami innych: http://sztukainspiracje.blog.onet.pl.
Poezja to nie to, co malowanie. Analogie jakieś znaleźć pewnie można, jednak piszę dużo i mimo to mało z tego nadaje się do uznania za wiersze, poezję. Wymaga wyczucia, którego nie uczy żadna szkoła, nawet plastyczna. Są takie dni, że bardzo ciężko napisać dobry wiersz. Z mojego długopisu leje się wtedy jakieś narzekanie, smutek, wspomnienie. Nie wygląda to jeszcze wtedy na wiersz, ale i czasem się przydaje, do "poprawienia", a raczej przetworzenia, w lepszej chwili. Wiersze wymagają precyzji a ja nie lubię wycinać wycinanek nożykiem introligatorskim. Jeśli często piszę, to znaczy, że mam jakiś problem.
Naplątałam, nie? Cóż, nie od dziś piszę wiersze. Ten napisałam w podstawówce:
*
tak mało
tak mało czuję
wkład się wypisał
nie stać mnie
na następny
a na przykład ten w gimnazjum:
*
Gdzie chowasz serce?
Gdzie chowasz mgłę?
(Nie pytam)
Jestem córką róży,
pokłujesz sobie palce.
Stąd mój pseudonim :-).
W Plastyku moje wiersze wiszą czasem na ścianie sali od języka polskiego. Większość ludzi nie wie, że Córka róży to ja. Nawet Rodzice nie wiedzą :-). Gdybym pokazywała im swoje wiersze, nie mogłabym pisać z głębi serca. Czasem myślę, że wiersze zastępują mi przyjaciółkę - taką wymarzoną, która wiedziałaby o mnie wszystko, a ja wszystko o niej, taką, której nigdy nie miałam. Za to cenię w ludziach chodź to, co mają z ideału... Już nie jestem tak naiwna, jak kiedyś. Wcześniej umiałam powiedzieć komuś jakąś swoją tajemnicę, komuś kogo uważałam za przyjaciela ale sparzyłam się... Pisanie wierszy i malowanie, to trochę taka terapia... Robię to, by zrozumieć siebie.
2009-08-21
Projekty na tkactwo
Projekty na tkactwo - to w tym przypadku część wakacyjnej pracy domowej. Poważnie.
Spotkałam już wiele zdziwionych min, mówiąc o tym. A chodzi po prostu o to, że projektujemy tkaninę, która ma spełniać określone warunki:
po pierwsze - ma "dać się" wytkać,
po drugie - musi być ładna, estetyczna,
po trzecie - zawierać elementy sumaka, sejpaka, broszu oraz kilimu, ewentualnie można użyć dywaniku,
oraz, po czwarte - ma pasować do tematu "Mój pamiętnik".
Namęczyłam się już w wolnym czasie z projektami, i chociaż mam ich 30 - tyle ile trzeba, to nie wstydzę się tylko niespełna dwudziestu. Postaram się zrobić więcej, i lepsze. Do kilku nowych mam już szkice ołówkiem.
Trzy razy podchodziłam do tych projektów. Mój pierwszy pomysł, to przerobienie starej pracy na projekt. Drugi - przedstawienie dziwnego skojarzenia, np. świnia na oknie. Trzeci - kombinacja różnych wyrażeń na temat sztuki - np. futuryzmu, pejzażu i uproszczenia.Co do drugiego tematu, powiem, że mi się przyśniło, a do trzeciego... coś wymyślę :-).
Zapraszam do obejrzenia moich najlepszych prac :-) Wykonałam je farbami plakatowymi i pastelami.
W najbliższym czasie wkleję swoje wiersze - niektórzy ludzie uznają mnie za poetkę :-). Wcześniej o tym nie pisałam, ponieważ nie zajmuję siętym profesjonalnie, ot tak, zwykłe zwierzenia kartkom... :-) Zobaczycie, przeczytacie, ocenicie :-) A teraz lecę skończyć kilimek! Chciałabym podzielić się nim z Wami. Pozdrawiam cieplutko :-).
2009-08-01
Moja "przygoda" z malowaniem
Każdą historię zaczyna się od początku, ale gdzie tkwi początek tej historii? Wydaje mi się, że jestem po prostu stworzona do bycia artystką. Jest to moje zdanie, rodzicom nie na rękę są moje marzenia o Akademii Sztuk Pięknych... Może to się wydawać komuś dziwne, ale powołanie do sztuki ma związek z moim charakterem. Zawsze, odkąd pamiętam, byłam okropnie wrażliwa. Nie miałam zbyt wielu przyjaciół, trudno nawiązywałam kontakty, marzyła mi się idealna przyjaciółka - taka, która by mnie rozumiała. Nawet kiedy miałam koleżanki, często po prostu wolałam posiedzieć w domu i zająć się sobą - rysować bądź czytać książki, ba, próbowałam nawet pisać opowiadania (choć nic z tego nie wyszło :-). Prawdopodobnie nie jest to wyizolowany przypadek. Wiele koleżanek mówiło mi, że też kiedyś próbowały coś napisać. Wszystkim dzieciom zdarza się rysować. Właściwie tylko DETERMINACJA wyróżniała mnie spośród rówieśników. Tak było kiedyś, tak jest i teraz. Czuję prawdziwą miłość do malowania, prawdziwą pasję. Poza tym, "SZTUKA JEST DLA TWARDYCH".
W późniejszych latach Szkoły Podstawowej nasza wychowawczyni zgodziła się na wywieszanie swoich rysunków na ścianach naszej klasy. Dla mnie i utalentowanej koleżanki to był raj, wywieszałyśmy, co się dało. Do dziś pamiętam portret Natalii Oreiro, której rysy pieczołowicie odwzrorowałam, mimo, że nie miałam pojęcia o anatomii, ani o tym, że są ołówki twarde i miękkie, ani o tym, że najlepiej rysuje się miękkimi, więc nie stosowałam całej skali jasności ołówków, tylko jeden przypadkowy, nawet nieoznaczony, w kolorowe misie... Natalia wyszła podobna do siebie, naprawdę. Wstawię ją na tego bloga, kiedy tylko znajdę ten portret.
O farbach również nie wiedziałam wiele, więc używałam czarnej farby równie dobrze jak wszystkich innych. Na myśl mi nie przyszło, że czarnej farby w malarstwie się nie używa, ale mimo to nauczyłam się w tym czasie paru rzeczy, całkiem przypadkiem - równoważyć plamę i kierunki. Malowałam półabstrakcyjne prace. Jedną, nieco bardziej przedstawieniową, namalowałam na ścianie kwatery agroturystycznej rodziców. Do dziś tam jest - podłużny, kolorowy obraz, z dziewczyną grającą na keyboardzie (to ja? próbowałam grać na tym instrumencie), za nią świąteczna choinka, świeca, kwiaty, obok bombki podobne do cebuli i po prawej stronie szkatulka o formie niewielkiej skrzynki na skarby.
Patrząc dziś na te prace, widzę, że są dobrze skomponowane i zrównoważone. Co ciekawe, nigdy nie interesowałam się detalami, szczegółami. Tworzyłam abstrakcje z czarnego tuszu i farb prosto z tubki, nie zmieszanych z innymi kolorami.
Równolegle z moim pierwszym w życiu "malarstwem ściennym" wypatrzyłam kurs korespondencyjny o rysunku. Była ogromnie szczęśliwa, kiedy rodzice mi go zafundowali. Od tej pory co miesiąc dostawałam nowy zeszyt na ten temat i wysyłałam pracę domową do autora kursu - wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu.
W liceum plastycznym powodzi mi się lepiej o ikle przygotował mnie ten wspaniały kurs. A jednak, nie nauczył mnie malować. Na kursach przygotowawczych do szkoły korzystałam ze ściągi jak mieszać kolory z trzech podstawowych. Dużo teorii przetłumaczonej przez siebie z anglojęzycznych stron internetowych na w miarę zrozumiały rozwijało moje pojęcie o kolorze. Na początku drugiej klasy liceum pani profesor od malarstwa przy ocenie moich prac z wakacji stwierdziła, że marnuję się na grafice i powinnam iść na tkactwo (do równoległej klasy). Tkactwo operuje głównie kolorem i fakturą - podobnie jak malarstwo. Zrobiłam to, i nie żałuję, mimo, że musiałam wykonać "zaległe" tkaniny z pierwszej klasy,
Zdałam już do klasy trzeciej.